-

Maryla-Sztajer : Ja z Czeladzi - próba autobiografii

Leszczynowe rondo. Impresja

 

Pod notką o perfumach obiecałam Ainolatak wspomnienie dziecinne  które jakiś finał znalazło teraz i tutaj. Stąd "rondo".

Zanim poszłam do pierwszej klasy rodzice dla zahartowania chorowitej dziewczynki wywieźli mnie na trzy miesiące do Żarnówki. Taka wieś nad Makowem Podhalańskim.

Wydaje mi się że część wsi miała wtedy już prąd elektryczny. 

Z podróży pamiętam tylko końcowy etap. Nasz gospodarz wyjechał po nas furmanką na kolej w Makowie. Bagaży było mnóstwo bo trzeba było zabrać pościel swoją. Wtedy jeszcze pierzyny. Pewnie i inne rzecz których na wsi nie mieli lub lepiej było mieć swoje. 

Te wakacje były dla mnie niezwykłym doświadczeniem nie dającym się zamknąć w kilku akapitach. 

W ogródku pod oknem kwitł jaśmin którego wcześniej nie znałam. I różne proste kwiaty. I ławeczka drewniana pod oknem na której siadywała Babunia, która była tam ze mną cały czas. I Mama. Ojciec dojeżdżał aż z Wrocławia bo jeszcze nie mógł się uwolnić od zajęć na uczelni. Nawet sobie trudno dziś wyobrazić taką podróż pociągiem jadącym mozolnie długie godziny. Otulonym dymem z lokomotywy..?

Wtedy odbywaliśmy dalsze wycieczki. Na sąsiednią górę po grzyby. Do maliniaka. Na jeszcze inną górę z wielką polanę słoneczną, całkiem porośniętą paprocią i cudownie pachnącymi poziomkami.

Jeszcze wiele innych wspomnień. Piorun uderzył w oborę u sąsiadów i prawie spaliła się krowa. Powódź która weszła aż do sieni naszego domu. 

Wiejskie wesele.

Kobiety ubrane odświętnie idące do kapliczki z butami w ręku. 

 

Cały czas zapachy. Stolarni gospodarza. Zupy ziemniaczanej z grzybami, której gar stał na piecu w kuchni. Zapach mleka strzykającego podczas udoju do wiaderka...

Popołudniami chodziliśmy z dzieciakami za dom, na niewielką skarpę porośniętą ogromnymi skrzypami i krzakami leszczyny. Były na nich rosnące jakby pęczkami zielone jeszcze orzechy. Chyba wyjechaliśmy zanim dojrzały. 

Gdy już przyjechał Tato na cały sierpień ta leszczyna stała się obiektem zainteresowania z innego, nieoczekiwanego dla mnie powodu. 

Tato postanowił wykonać łuk i uznał że właśnie drewno leszczyny będzie najlepsze.

Przypuszczam że pożyczył jakieś narzędzie od gospodarza, bo choć procesu wykonywania łuku nie pamiętam, to potem całą zabawę z krzywym ręcznie struganymi strzałami już tak. 

W sumie z tego łuku nie za bardzo dało się gdzieś trafić. Chyba przyjechał z nami do Czeladzi. 

Pamiętam że już jesienią w warsztacie Dziadka został zrobiony inny łuk. Nie mam pojęcia z jakiego drewna? 

Mnie utkwił w pamięci ten pierwszy, leszczynowy. Wraz z całą gamą tamtych zapachów...nigdy chyba już nic nie pachniało tak intensywnie i zachwycająco jak Żarnowka w tamte wakacje. 

A przecież jeszcze bogactwo dźwięków miłych dla ucha, intrygujacych...

.

I tyle lat musiało minąć od tamtych wakacji bym w Internecie natknęła się na inną Leszczynę...

.

Rondo Leszczynowe...

:)

.

 

 



tagi:

Maryla-Sztajer
4 kwietnia 2019 15:08
44     1195    18 zaloguj sie by polubić
komentarze:

Paris @Maryla-Sztajer
4 kwietnia 2019 19:47

Piekne...

... automatycznie przypomnina mi sie cale mnostwo moich cudownych, dziecinnych, niezapomnianych do dzis wspomnien.  Moja babcia - lata 70-te - i wszystkie jej kumy ze wsi tez chodzily na boso po piaszczystych drogach do kosciola, chyba z 5 kilometrow w jedna strone... nie wiem czemu, ale ten widok robil na mnie, jako na kilkuletnim dziecku zawsze porunujace wrazenie.  Ciagle dreczylam mame albo chrzestna pytaniami  DLACZEGO  babcia i inne panie chodza na bosaka... i dopiero zakladaja te buty przed wejsciem do kosciola... potem po mszy znowu je zdejmuja.

Potem jak bylam starsza to dopiero sie dowiedzialam, ze babcia nawet po drodze do kosciola odmawiala rozaniec... no i oczywiscie oszczedzala buty, bo "wyjsciowych" butow miala tylko 2 pary, na lato i na zime.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Maryla-Sztajer
4 kwietnia 2019 20:15

super te zapachowe wspomnienia :)

niewiele dziś napiszę, bo ze zmęczenia padam na twarz i raczej wokół mnie unosi się tępy zapach przegrzanych zwojów mózgowych ;) wolałabym, by to był zapach zielonych jeszcze świeżych, mlecznych orzechów leszczynowych z lasu, jakie tata zbierał i przywoził do domu, ale dzisiaj nawet tego nie czuję

zaloguj się by móc komentować


Maryla-Sztajer @Paris 4 kwietnia 2019 19:47
4 kwietnia 2019 20:47

Tamte wspomnienia to cała książeczka. Wyjątkowo sensualnie pamiętam wszystko 

Druga połowa lat 50'

.

 

zaloguj się by móc komentować


syringa @Maryla-Sztajer 4 kwietnia 2019 20:47
4 kwietnia 2019 22:07

Piekne

Ja tez mam takie wspomnienia. mialam 4 lata -i pierwszy raz na wsi.

Wies lubelska.TAMTA! Takich juz nie ma!

TO sie pamieta cale zycie. Zaczelam pisac tego typu wspomnienia dla dzieci -i siebie.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @syringa 4 kwietnia 2019 22:07
4 kwietnia 2019 22:14

Należy pisać. Dawno już napisałam..przeczytane..

:)

 

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Maryla-Sztajer
4 kwietnia 2019 23:47

:)))

Też robiliśmy łuki i te krzywe strzały z leszczyn, które rosły w naszym sporym ogrodzie. Wqrzało mnie niesłychanie to, że strzały leciały ledwo ledwo i nigdy do celu :) A sprawy były poważne, bo indianie i kowboje, wiesz. Ostatecznie wybrałam rolę kowboja, w przedwojennym kapeluszu taty, który spadał mi na uszy i nos. No i na konie trza było czekać, aż mama pościna dojrzałe słoneczniki i można było już ujeżdżać długie ich łodygi. Co ja się nagalopowałam! :)))

zaloguj się by móc komentować

tadman @Maryla-Sztajer
5 kwietnia 2019 09:49

Kiedy miał się urodzić brat to Tato odwiózł mnie na całe lato do Babci do Bacieczek (dzisiaj dzielnica Białegostoku). Miałem wtedy 2,5 roku i nie mogę rozgraniczyć co pamiętam, a co wdrukowało mi się z opowiadań dorosłych. Pamiętam(?) zapach chlewika i w środku świnie. Z kuzynem  wdrapaliśmy się na stos cegieł pod oknem chlewika i rzucaliśmy w świnie kamykami, bo były takie ospałe. Na tej zabawie złapał nas wujek i nam wkrochmalił. Zupełnie tego nie rozumiałem, bo przecież tak fajnie biegały i kwiczały. Było: mycie w pobliskiej rzeczce, wędrowanie pośród łanów zboża do sąsiadów, którzy mieli wiatrak z którego był prąd i można było słuchać radia. Chyba ten pobyt pozostawił mi przekonanie, że nic piękniej nie pachnie niż pieczony przez Babcię chleb, rozgrzana słońcem łąka, no i oczywiście świeże siano.

zaloguj się by móc komentować

tadman @KOSSOBOR 4 kwietnia 2019 23:47
5 kwietnia 2019 09:56

U nas była mania kusz (to po serialu Wilhem Tell) i w cenie były wentyle, ale lepsza byłą skręcona guma lotnicza. Strzelało się do wszystkiego na łące za domem. Trzeba było uważać na dorosłych, bo nie wiedzieć czemu rekwirowali nasze kusze namiętnie. W zastępstwie były proce (też były rekwirowane) lub łatwe do ukrycia gumki rozpięte między kciukiem i palcem wskazującym. Strzelało się (nawet na lekcjach) złożonym kilkukrotnie papierkiem. Hardkorowcy strzelali do ptaków ze spinaczy lub zgiętych w pół szpilek. 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Maryla-Sztajer
5 kwietnia 2019 11:42

My mamy takie cudowne wspomnienia. Przecież tutaj napisałam o leszczynowym łuku,  bo...wiadomo..

Ale byłam tam trzy miesiące..

:))

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @tadman 5 kwietnia 2019 09:49
5 kwietnia 2019 11:43

Uważam że wszystko co mam pozytywnego dla świata zewnętrznego, wtedy tam się uksztaltowalo 

.

 

zaloguj się by móc komentować

syringa @tadman 5 kwietnia 2019 09:49
5 kwietnia 2019 12:22

czytam te wspomnienia, pamietam swoje, czytam tez namiętnie pamietniki (NP. świetne: "Gdzie ten dom gdzie ten swiat" Z. Morawskiego -choć potem wyrósł z niego nie taki znów świetlany dziennikarz...)

I uderza mnie jedno: tak jak u Pana-hasal Pan cały dzien, (ja też) przychodzac tylko na posilki -i kto sie nami przejmował! U MOrawskiego mieszkajacego w palacu Lubomirskich ze starym ogromnym parkiem ze stawami  było to jeszcze wyrazniejsze, bo często (4. dzieci) spadali z drzew, łamali sobie ręce, zimą wpadali do przerębli (na szczęście stawy były płytkie -ale szli suszyć się do domu ogrodnika -i rodzice NIC NIE WIEDZIELI CO ROBILI!

Kto by sobie teraz na to pozwolil

Ja - gdy do mego ogrodu przychodzą wnuki -oka z nich nie spuszczam (są stawy), a juz niemożliwe jest, aby dzieci bawily się jeżdżąc same np. na rowerze po ulicy -nawet w dzielnicy willowej , jak kiedys!

NO i dzieci -inne. Siedzą przy kompie, albo zerkaja w komórkę na gry (moje wnuki mają blokadę na co  innego.

ale w sumie -smutne

zaloguj się by móc komentować

tadman @syringa 5 kwietnia 2019 12:22
5 kwietnia 2019 12:47

:) O tym, że chodziliśmy z jakieś 6 km za miasto na poligon, by z kulochwytu wybierać pociski i na maminej patelni wytapiać ołów dowiedziała się rodzicielka dopiero wtedy, kiedy starego byka już się nie lało. My po załamaniu się lodu na ślizgawce suszyliśmy się u kolegi i znowu niewiedza rodziców pozwalała nam na dalsze ekstrawagancje.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @KOSSOBOR 4 kwietnia 2019 23:47
5 kwietnia 2019 13:13

U nas w Piszu luki były z lipy i kasztana , synowie milicjantów (było ich dwu w tym jeden Rom) mieli luki z jakiejs sklejki albo elastycznych jakichś desek, wiadomo Mazury przemysl drzewny sklejka. Byli komboje (m w srodku) i Indianie. A mieliście tam bizony? Bo my regularnie polowalismy na nie i bynajmniej nie bbyły to krowy. Krowy jednak to było za duże ryzyko. Bizonami były oczywiście kury. Polowanie całkiem bezstresowe. 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Magazynier 5 kwietnia 2019 13:13
5 kwietnia 2019 14:48

Fajni ci komboje...:))

.

 

zaloguj się by móc komentować

Aleksandra @Maryla-Sztajer
5 kwietnia 2019 20:52

Przepiękny zapis wspomnień...

Pojechałam raz do miejsca dawnych wakacji - jakże inne mi się wydało. 

Może lepiej nie ożywiać wspomnień szukając dawnych miejsc i zapachów - bo już ich nie ma. 

Niech już lepiej będą na dobre w pamięci. I - zapisane...

Dziękuję za pobudzające wyobraźnię zapisanie zapamięanej Żarnówki!

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Aleksandra 5 kwietnia 2019 20:52
5 kwietnia 2019 21:22

Czy może zna Pani ,,Dzieci PRL,,  Gabriela?

Też mogę napisać swój odpowiednik. W moich realiach oczywiście. Może nawet bardziej drastyczny. Po to dostałam to wszystko co dobre żeby była równowaga, a nawet przewaga...

To mnie i każdego przecież buduje, na mocnych korzeniach osadza.

.

Byłam w Żarnówce....kilkanaście lat temu woził mnie ktoś po całym tamtym obszarze  ))

Jasne że wieś współczesna.

Skansen jest gdzie indziej  :)

.

Tamto zaś nie przepadlo. Dzięki takim różnym przeżyciom jestem kim jestem :)

.

 

zaloguj się by móc komentować

klon @Maryla-Sztajer
5 kwietnia 2019 22:00

Pani wpis poruszył zakamarki pamięci......
Przypadkiem jakimś, i mnie w przeszłości nie minął "obowiązek"  walk na Dzikim Zachodzie! Dwa kolty miałem i do "bandy" kombojów należałem.

Dziękuję za przypomnienie :-))

zaloguj się by móc komentować

syringa @tadman 5 kwietnia 2019 12:47
5 kwietnia 2019 22:38

az mnie ciarki przechodza -jako matke!:)

Dlatego jako matka wielodzietna wierzyłam (i wierzę ) gleboko w Anioła Stróża! Bez NIego -ani rusz.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @klon 5 kwietnia 2019 22:00
5 kwietnia 2019 23:18

Jeszcze Zorro..:)

.

 

zaloguj się by móc komentować

tadman @syringa 5 kwietnia 2019 22:38
6 kwietnia 2019 00:10

Śmiem twierdzić, że przez to byliśmy lepiej przygotowani do życia, bardziej rozwinięte mieliśmy relacje międzyludzkie, byliśmy mniej naiwni, mieliśmy niesamowitą wyobraźnię, tu przypomnę kury Magazyniera. czy koniki KOSSOBORa, w ogóle patyk służył do pisania na piasku, był kierownicą, wolantem, szpadą itp.
Jeśli idzie o obawy matki to największym niebezpieczeństwem była woda, bo z naszej ulicy utopiło się dwóch kolegów, kilku innych się topiło. Były złamania, zranienia, ale bez komplikacji.

zaloguj się by móc komentować

tadman @Maryla-Sztajer 5 kwietnia 2019 21:22
6 kwietnia 2019 00:29

Jako dorosły byłem w Bystrzycy Górnej do której jeździliśmy na kolonie. Góry nie były już tak strome, rzeka nie tak szeroka, odległości się skurczyły. Za jakiś czas, jeśli bym tam pojechał to góry znów będą strome, rzeka szeroka, a odległości się wydłużą.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @tadman 6 kwietnia 2019 00:29
6 kwietnia 2019 01:35

Tadziu, to jest sedno "fizycznej filozofii żywota"! Zimna wódka+! /Zauważ, jakam współczesna ;)/

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Magazynier 5 kwietnia 2019 13:13
6 kwietnia 2019 01:46

Kurów nie mielim, krowów i bizonów takoż. To był duży ogród w mieście. No i "konno" jeździłam sama. Ale samotne zabawy zupełnie mnie satysfakcjonowały. Inna rzecz, że z wielu względów nie kolegowałam się z dziećmi sąsiadów. To nie było przyjęte, m.in. ze względów bezpieczeństwa domu. Dopiero wiele, wiele lat później jeździłam razem z synem, ale to już na prawdziwych koniach. I do stajni chodziłam w cudownie jakoś ocalałym tatowym kapeluszu :) Mam go na pamiątkę do dzisiaj. Nie do zdarcia - przedwojenna robota :)

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @tadman 6 kwietnia 2019 00:29
6 kwietnia 2019 09:29

Już nigdzie nie jeżdżę. Nie ma mnie kto wozić 

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @KOSSOBOR 6 kwietnia 2019 01:46
6 kwietnia 2019 09:31

Też byłam sama w dużym domu z dużym ogrodem. Do nas nikt nie mógł przychodzić..czasem mogłam wyjść i to dało dużo doświadczeń 

.

 

zaloguj się by móc komentować

DYNAQ @Maryla-Sztajer
6 kwietnia 2019 11:08

Łuki,proce ,polowania...włóczyliśmy się po lasach,graliśmy w ''dwa ognie''.Trafiłem z procy dziką kaczkę która wylazła na brzeg z rybą w dziobie.Upiekliśmy rybę na ognisku (bez soli,fu), kaczka uciekła.

Później -chemia,czyli zbieranie bryłek siarki na torach kolejowych,mieszanie jej z saletrą i węglem drzewnym,wiadomo,samopały.Koledzy odkryli w lesie zbombardowane niemieckie składy amunicji,czegóż tam nie było!Pod mchem paczki naboi po 15 sztuk,proch artyleryjski (kordyt) w postaci rurek,blaszek ,no i pociski artyleryjskie.Co śmielsi włożyli pocisk od 8,8 w ognisko,długo było czekać ,ale jak walnęło to ''Antosiowi aż gumacze spadły''.Wszyscy cali,ale potem apel przed szkołą na baczność i dyrekcja opr... eksperymentatorów tak że strach było przy nich stać ,a co dopiero być w ich skórze.

zaloguj się by móc komentować


Magazynier @Maryla-Sztajer 5 kwietnia 2019 14:48
6 kwietnia 2019 13:29

Co nie? Dzięki za super tekst. Duża przyjemność.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @KOSSOBOR 6 kwietnia 2019 01:46
6 kwietnia 2019 13:41

Kapelusz becenny.

W tym legendarnym Piszu moi dziadkowie mieszkali w dużej dwupiętrowej kamiecy, ze strychem  w połowie przerobionym na 3 piętro. Przed wojną to był dom dla jednej ale zamożnej rodziny. Za naszych czasów na parterze mieszkali Kurpie, na piętrze Kresowianie, moi i pp. Korycińscy, którzy pasjami lubili układać pasjansa. P. Koryciński radca miał binokle, pracował w PZU czy jakoś tak. Z metr 90 wzrostu, wagi 90-100. P. Korycińska wręcz przeciwnie, metr 40, wagi też ze 40-50. Koryciński super gościu był. Brał mnie na kolana, jak babcia zostawiała mnie u nich (musiała iść na zakupy albo coś załatwić) i razem oglądaliśmy Przekrój albo układaliśmy pasjansa. Dzieciarni kurpiowskiej ze 3 w moim wieku i jeszcze ze 3 starszych. Nadto cała chmara z sąsiedztwa. Podchody, chowanego, bandurki, milicjanci i złodzieje, czterej pancerni, polacy i niemcy, komboje i indianie. Wzięło mnie na wspomnienia. Wszystko przez panią Marylę.    

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Magazynier 6 kwietnia 2019 13:29
6 kwietnia 2019 14:41

Z samych tych wakacji cała masa wspomnień  :))

Dzięki 

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Maryla-Sztajer
6 kwietnia 2019 14:47

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/%C5%BBarn%C3%B3wka_(wojew%C3%B3dztwo_ma%C5%82opolskie)

 

Tutaj historia Żarnówki i zdjęcie kapliczki do której kobiety szły boso. 

Wtedy to była kapliczka przy drodze gruntowej w szpalerze dzikiej róży   :))

.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Maryla-Sztajer 6 kwietnia 2019 14:41
6 kwietnia 2019 14:51

Zgadza się całą powieść możnaby napisać.

zaloguj się by móc komentować

tadman @Maryla-Sztajer
6 kwietnia 2019 15:05

Jeszcze nie zapomnę smaku kradzionych zielony jabłek obijanych na kolanie. Nie wiem jakim cudem od jedzenia tej kwasoły nie wypadły zęby, chociaż kto wie, bo dzisiaj są państwowe. :) 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Magazynier 6 kwietnia 2019 14:51
6 kwietnia 2019 15:23

Ja to kilka lat temu pisałam wytrwale. Każdego dnia jeden tekst...przez wiele miesięcy..dzieci dostały  :)

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @tadman 6 kwietnia 2019 15:05
6 kwietnia 2019 15:25

A ! W dzieciństwie nie..

Ale zaraz po ślubie pojechałam z mężem pod namiot do innej wsi w tej okolicy..

I tam kradlismy zielone jeszcze jabłka...tzn niby nam pozwolono...Ale tak polgębkiem :))

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @DYNAQ 6 kwietnia 2019 11:08
6 kwietnia 2019 15:27

Dumam nad tym...u nas wszystko dzieci górników.  Tyle było nieszczęść w kopalni Czerwona Gwardia..czyli Saturn + Czeladź...że ze strzelaniem chyba nie było gupich...

.

 

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Maryla-Sztajer 6 kwietnia 2019 09:31
7 kwietnia 2019 00:29

Wyjścia to były już później, w wyższych klasach szkoły podstawowej. Bo juz dzieci miały pośród siebie jakieś rozeznanie... No i zaczęły się eksploracje poniemieckich urządzeń militarnych w stanie ruiny :) Oraz cmentarzy z dziwnymi nagrobkami: cementowe pnie drzew z napisem "Hier ruht in Gott". Też zrujnowane i zarośnięte te cmentarze. Bardzo dla dzieciaków tajemnicze. To, kieszenie mieliśmy pełne zardzewiałej amunicji znajdowanej tutaj wszędzie - to oczywiste. Człowiek czuł sie pewniej z takimi pełnymi kieszeniami :)))

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Magazynier 6 kwietnia 2019 13:41
7 kwietnia 2019 00:42

Mnie w pamięci z tamtych czasów utkwił niezwykle elegancki pan Augustowski, farmaceuta, który był właścicielem jedynej apteki w Oliwie. Wzrostu normalnego :) ale za to zawsze w muszce! Wystaw sobie, Magazynieru - w tych gównianych i walonkowych czasach pan w muszce i to na co dzień! Bardzo lubiłam zachodzić z tatą do tej cudownej, staroświeckiej apteki z tymi tajemniczymi słojami... Tata nabywał różne specyfiki do swojego gabinetu, a ja usiłowałam rozczytywać łacińskie napisy na etykietach. Niczego, naturalnie, nie rozumiałam, ale czułam się jednak jakoś wtajemniczona :) Potem państwo polskie odebrało/ zrabowało apteki prywatne. W domu dorośli dużo o tym mówili...

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @KOSSOBOR 7 kwietnia 2019 00:29
7 kwietnia 2019 11:10

Ja w ogóle miałam bardzo ograniczone wyjścia. Trochę dlatego że inny obyczaj panował,  trochę że leżąca już wtedy prawie stale Mama chciała mieć mnie w domu czy ogrodzie..Kilka koleżanek było akceptowalnych..

 

Ale ..już miałam 14 lat i poszłam do koleżanki której siostra skończyła 18 lat i chłopak się jej oficjalnie oświadczył. 

Było wiadomo że starający się od kilku lat i dawno ,,przyjęty,, ...Ale pro forma było rozważanie. My młodsze plątałyśmy się z ciekawości... Czas płynął. Opamiętałam się po 20-stej...Lato...widno..

Zanim jeszcze doszłam do domu...

Jedyny raz w życiu dostałam od Ojca w dupę. Za spóźnienie i zmartwienie Mamy..;))

.

 

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Maryla-Sztajer 7 kwietnia 2019 11:10
7 kwietnia 2019 22:56

U nas w domu był klasyczny pruski dryl. Żartów więc nie było, ale i tak włóczykij był ze mnie. Naturalnie nie w wieku braku górnych jedynek, a później. Samowolna natura jakoś prześliznęła się przez ten dryl i weszła mi w krew. 

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować